piątek, 7 września 2012

Proroczy sen


W wielkim ciemnym lesie pośrodku niewielkiej polany stała Chatka. Zwykła mała chatka o spadzistym dachu, z gankiem po słonecznej stronie. Od innych sobie podobnych chatek różniła się tym, że zamiast na solidnych kamiennych podwalinach stała sobie na Kurzej Łapce. Łapka była bosa i zapewne dlatego Chatka miała skłonności do przeziębień.
            W Chatce nie mieszkała jednak żadna czarownica, jak można by przypuszczać, lecz pewien uciekinier. Zbiegł do Wielkiego Ciemnego Lasu z sobie wiadomych powodów i wygodnie się tu urządził. Wiódł żywot beztroski i ekologiczny. Lubił o sobie myśleć jako o rozbitku wyrzuconym przez ocean cywilizacji na bezludną wyspę Polany. W ogóle lubił oddawać się rozmyślaniom. Była to czynność, o której zdarzało mu się zapominać w gorączce życia po tamtej stronie ściany Wielkiego Ciemnego Lasu. Obecnie miał dość ciszy dookoła i w sobie samym, by słyszeć przepływ myśli i aktywnie nań wpływać. O przyszłości myślał niezbyt często i zwykle z obawą. Był przekonany, że kiedy zostanie znaleziony, będzie musiał pożegnać się z wolnością, nie będzie mógł już gadać do roślin i głaskać ich listków, by nie wzięto go za wariata.
- Zmuszą mnie do noszenia butów i chomąta u kołnierzyka koszuli i zaprzęgną do jakiejś bardzo pożytecznej pracy. Będę zmuszony opuścić Chatkę na kurzej łapce i Wielki Ciemny Las, którego drzewa posłużą do wyprodukowania kolosalnej ilości papieru jednorazowego użytku i skończą swój dumny żywot w kanalizacji – myślał ze zgrozą, po czym w trosce o stan własnych nerwów wynajdywał sobie jakieś bardzo absorbujące zajęcie. Lękał się przyszłości bo przyszłość zwykle oznaczała zmiany, a przecież w jego sytuacji każda musiała by być zmianą na gorsze. Tymczasem przeznaczenie miało wobec Gospodarza Chatki na kurzej Łapce pewne plany…
Którejś nocy przyśniła mu się para przecudnych oczu. O kurcze! To były naprawdę śliczne oczy! W dodatku przytwierdzone na stałe do wprost nieludzko pięknej postaci kobiecej. Gospodarz nie zapamiętał wiele z tego snu, właściwie w pamięci zostało mu tylko jedno – wrażenie zanurzania się w bezdennej lecz wcale nie mrocznej głębi granatowych tęczówek.
            Odtąd gospodarz już nie sypiał zbyt dobrze. Głównie dlatego, że  kładł się z nadzieją ponownego wyśnienia nieludzko pięknej właścicielki przecudnej pary oczu, a budził się nieodmiennie gorzko zawiedziony, bo sen ani myślał się powtórzyć. Przy okazji zauważył tez coś o czym Chatka wiedziała już od dawna – noce w Wielkim Ciemnym Lesie bywały naprawdę chłodne! Jakoś tak mimochodem zaczął uświadamiać sobie braki w ideologii, którą dorobił sobie do trybu życia. Dotychczas sądził, że mieszka w Wielkim Ciemnym Lesie po to, aby widoki rozpościerające się z okienek i z ganku, wszystkie zapachy i dźwięki pracowicie tworzone przez żywe istoty Lasu zostały dostrzeżone, powąchane i usłyszane. Chciał wierzyć, że jest dzięki temu potrzebny, co gwarantowało mu poczucie spełnienia. Teraz jednak coraz częściej przyłapywał się na pragnieniu zmian… kilku. Naprawdę drobnych. Choć nie całkiem niewinnych.
            - Gdyby Chatka posiadała drugą łapkę – marzył , kreśląc ołówkiem plany rozbudowy – nie musiałaby tkwić wciąż na tej samej polanie. Moglibyśmy ja i moja wyśniona pani wędrować przez Wielki Ciemny Las i co dzień budzić się w innym miejscu…
            Pragnął poznać właścicielkę najpiękniejszej pary oczu i całej wprost nieludzko pięknej reszty, lecz nie spodziewał się aby szczęście to miało go spotkać w najbliższej przyszłości. Właściwie to chyba nawet nie do końca wierzył w istnienie nieludzko pięknej właścicielki cudnej pary oczu ze snu.
            Jakież było jego zdumienie, gdy  któregoś dnia mały lecz energiczny paluszek zapukał do drzwi Chatki na Kurzej Łapce. Wytknąwszy potarganą głowę na zewnątrz Gospodarz wytrzeszczył zaspane oczy na malutką istotkę w zwiewnej sukienusi i futrzanym kołnierzu. W dłoni dzierżyła brzozową miotłę.
-Ki diabeł? – zdziwił się głośno
- Dzień dobry! Szukam schronienia na jakiś czas – odparła z czarującym uśmiechem istotka, po czym dodała – tylko nie myśl, że jestem łatwa! Tu posłała Gospodarzowi zalotne spojrzenie, a jemu wydawało się, że już gdzieś widział te oczy i całą tę nieludzko piękną resztę! Otworzył szerzej drzwi i wyszedł na ganek by wziąć z rąk istotki futrzany kołnierz. Gapił się na swego niedużego gościa z wyrazem twarzy, który mógłby poddać w wątpliwość jego inteligencję. W głowie wirowały mu obrazy. Bez trudu mógł sobie wyobrazić czarnowłosa istotkę jak miesza w kotle tajemny wywar by w jego bulgocącej powierzchni ujrzeć najskrytsze marzenia jego, Gospodarza Chatki na Kurzej Łapce i znaleźć dla nich wcielona odpowiedź. Widział oczyma wyobraźni, jak nieduża istotka uśmiecha się i nucąc ubiera z rozmysłem w czarne pończoszki ze szwem i tę szmaragdową sukienusię tak ładnie odsłaniającą zgrabne kolanka. Jak czesze się i maluje oczy, jak wzuwa złote pantofelki po czym dosiada miotły i bierze kurs na Chatkę… Potem miał sobie uświadomić, że ta roztaczająca czarodziejską aurę istotka nie musiała prawdopodobnie czekać w Wielkim Ciemnym Lesie na pojawienie się tych szczególnych snów Gospodarza. Mogła je w tym tajemnym kotle stworzyć, ulepić z oparów jaśminu i róży a następnie wysłać w księżycową noc aby odnalazły jego gotową na ich przyjęcie głowę by tam osiąść.
-Skocz po coś do jedzenia, w lodówce masz jak sądzę tylko puszki i korzonki? Pierwszych nie znoszę, drugie mi nie służą. I zaopiekuj się dobrze moim synem, lubi gdy się go drapie za uszami i po brzuchu.
-miau! – powiedział kołnierz.
- Teraz jest kotem  - wyjaśniła istotka – bo nie umiał się zachować.
Gospodarz Chatki głośno przełknął ślinę i na wszelki wypadek czym prędzej zszedł swemu maleńkiemu gościowi z drogi.
            Istotka przekroczyła próg i bacznie rozejrzała się dookoła. Gospodarz spostrzegł, że na nóżkach ma złote pantofelki na ogromnych obcasach i ładną pupę  nieco wyżej. Powziął też poważne podejrzenie, iż ma do czynienia z prawdziwą czarownicą! Później umocnił się w tym przekonaniu, po tym jak Maleńka Czarownica dała mu odczuć swą moc. Umiała, na przykład, jednym słowem ze szczytu miłosnego uniesienia strącić go w ponurą otchłań goryczy i smutku, potrafiła też na niego wpływać będąc całkiem daleko od Chatki na Kurzej Łapce. Jak miało to mieć miejsce wkrótce potem, kiedy to Gospodarz Chatki w przypływie słusznego gniewu i w trosce o dobre samopoczucie Maleńkiej Czarownicy sam jeden stoczył śmiertelną walkę z potwornym Smoczyskiem. Ziejący ogniem latawiec zjawił się w Lesie niespodziewanie i zaczął pustoszyć okolicę budząc zrozumiały strach i pewien niesmak w mieszkańcach Lasu. Najbardziej zniesmaczona zachowaniem gada była, rzecz jasna Czarownica. Gospodarz uzbrojony w cudem zdobyte żelastwo stoczył ze Smoczyskiem bój, nakładł mu jak się patrzy i wielce z siebie zadowolony natychmiast udał się do Maleńkiej Czarownicy w celu odebrania należnej nagrody. Spodziewał się odbierać nagrodę i cieszyć względami swej umiłowanej przez następny miesiąc co najmniej lecz przeliczył się. Maleńka Czarownica była mu wdzięczna i ochoczo swa wdzięczność okazała lecz następnego dnia wyraźnie dała mu do zrozumienia, że pognębienie i przegnania Smoczyńska to i owszem, ale teraz ktoś powinien narąbać drew przed zimą. Ktoś powinien naczerpać wody ze studni. Ktoś powinien wdrapać się na dach i uszczelnić go wiechciami słomy. Wyglądało na to, że te wszystkie czynności miały w oczach Czarownicy podobną wagę co przegnanie Smoczyska. Za każdym razem, kiedy miał spróbować powołać się na swój heroiczny wyczyn aby usprawiedliwić swoja niechęć do trywialnych czynności lub próbując wyłudzić kolejna porcję nagrody Maleńka Czarownica będzie wzruszała swymi alabastrowymi ramionkami. Ale to była przyszłość, o której Gospodarz Chatki nie miał na razie bladego pojęcia. Przeczuwał jedynie, że będzie znacząco odmienna od teraźniejszości.
            -Chatka wymaga kilku ulepszeń. – Komenderowała, tymczasem, Maleńka Czarownica. -Zrobię na drutach skarpetkę a ty założysz ją Łapce – oznajmiła i dodała tonem wyjaśnienia – noce w Wielkim Ciemnym Lesie potrafią być dojmująco chłodne.
-Właśnie, skoro już o tym mowa: ogol się i umyj, wyglądasz jak lump! I skrop się czymś – zakończyła pozornie bez związku.
            Bohater uświadomił sobie nagle, że najwyraźniej wpadł Czarownicy w oko! Och, tak i było to oko cyklonu!
            Podczas gdy kot drapany po brzuchu mruczał niby piła motorowa, kobietka krzątała się po skromnym gospodarstwie a Gospodarz się pogrążał.
W Chatce zaszło wiele zmian. Okazało się, że przez umyte szyby w oknach lepiej widać świat na zewnątrz, że piec, doskonale nadaje się do pieczenia bułeczek maślanych a pajęczyny powinny natychmiast znaleźć się na zewnątrz! Gospodarz Chatki starł się jak umiał aby należycie ugościć maleńkiego gościa ale szybko okazało się, że może co najwyżej starać się nie przeszkadzać.
            Następnego dnia Maleńka Czarownica odeszła. Pozostawiła jednak Gospodarzowi Chatki na Kurzej Łapce nadzieję ponownego spotkania. I jeszcze coś. Bohater wciąż czuł obok siebie jej obecność. Jakby Maleńka czarownica zostawiła mu cząstkę siebie. Po namyśle zlokalizował ją w okolicy serca. Życzliwa wyobraźnia podsunęła mu zaraz obraz donicy, w której ziarenko Maleńkiej Czarownicy zaczęło zapuszczać korzonki.
Odkrył też dziwne ślady na podłodze. Z początku zdało mu się, że to tylko plamy słońca, które w jakiś tajemniczy sposób dostały się do wnętrza. Znaki miały jednak zbyt regularny kształt. Zawsze też występowały w parach. Większa, owalna z jednej strony była jakby ścięta, z grubsza przypominała odcisk bardzo małego żelazka, opodal zawsze w tym samym miejscu towarzyszyła jej okrągła kropka. Jakiś czas Gospodarz Chatki krążył wpatrzony w podłogę próbując odkryć jakąś prawidłowość. Krążył i nieodmiennie przekonywał się, że nawet ta zajmująca czynność nie była w stanie oderwać jego myśli od Maleńkiej Czarownicy. Co więcej im dłużej oddawał się tej dziwnej grze tym bardziej przekonywał się, że tajemnicze jaśniejące słonecznym blaskiem plamy mają nierozerwalny związek z Czarownicą. Kiedy dotarł do schodów wiodących na poddasze, gdzie mieściła się jego sypialnia nagle pacnął się w czoło. Zrozumiał!
Złote pantofelki pozostawiły na podłodze Chatki na Kurzej Łapce część swojej złotej poświaty. Nie było co do tego wątpliwości. W jaki sposób to się stało, nie potrafił pojąć ale też nie zamierzał tego dociekać. To było miłe. Dowodziło też, że wczorajsza wizyta Maleńkiej Czarownicy nie była snem.
Gospodarz Chatki nie przestał krążyć, tym razem jednak robił to odtwarzając sobie z pamięci poczynania Czarownicy. Tu podeszła do doniczki na parapecie by podlać kaktus, którego odporność na niedostatek wody została wystawiona na zbyt wielką próbę. Tu usiadła czekając na herbatę. Tu zatrzymała się by skarcić kota za wbijanie pazurów w drzwiczki szafy. Z uśmiechem osoby niespełna rozumu Gospodarz Chatki na Kurzej Łapce odtworzył cały wczorajszy dzień aż dotarł do sypialni i padł na łóżko z twarzą przyciśniętą do obłoku jaśminu i róż, w który zmieniła się jego poduszka.
            Chatka na Kurzej Łapce nigdy nie zasypiała. Nocą do życia budzili się liczni współmieszkańcy Gospodarza, często tacy, o których obecności główny lokator nawet nie chciał wiedzieć. Tej nocy jednak do szelestów zwykłej krzątaniny pająków, karaluchów i upiorów dawno umarłych stawonogów dołączył jeszcze jeden dźwięk. Niby szum, coś jakby ciurkanie płynów we wnętrzu ścian i podłóg Chatki. Wyraźniej tez niż zwykle tętniło jej serce. Coś się zmienia – pomyślał zupełnie tym spostrzeżeniem nie zaniepokojony Gospodarz, po czym zasnął.
            Po raz drugi po nieskończenie długiej przerwie przyśniła mu się para przecudnych oczek i cała wprost nieludzko piękna reszta Maleńkiej Czarownicy.
            Tymczasem Chatce na Kurzej Łapce rosły skrzydła.
(Autor nieznany)