W wielkim ciemnym lesie pośrodku niewielkiej polany stała
Chatka. Zwykła mała chatka o spadzistym dachu, z gankiem po słonecznej stronie.
Od innych sobie podobnych chatek różniła się tym, że zamiast na solidnych
kamiennych podwalinach stała sobie na Kurzej Łapce. Łapka była bosa i zapewne
dlatego Chatka miała skłonności do przeziębień.
W Chatce
nie mieszkała jednak żadna czarownica, jak można by przypuszczać, lecz pewien
uciekinier. Zbiegł do Wielkiego Ciemnego Lasu z sobie wiadomych powodów i
wygodnie się tu urządził. Wiódł żywot beztroski i ekologiczny. Lubił o sobie
myśleć jako o rozbitku wyrzuconym przez ocean cywilizacji na bezludną wyspę
Polany. W ogóle lubił oddawać się rozmyślaniom. Była to czynność, o której
zdarzało mu się zapominać w gorączce życia po tamtej stronie ściany Wielkiego
Ciemnego Lasu. Obecnie miał dość ciszy dookoła i w sobie samym, by słyszeć
przepływ myśli i aktywnie nań wpływać. O przyszłości myślał niezbyt często i
zwykle z obawą. Był przekonany, że kiedy zostanie znaleziony, będzie musiał
pożegnać się z wolnością, nie będzie mógł już gadać do roślin i głaskać ich
listków, by nie wzięto go za wariata.
- Zmuszą mnie do noszenia butów i chomąta u kołnierzyka
koszuli i zaprzęgną do jakiejś bardzo pożytecznej pracy. Będę zmuszony opuścić
Chatkę na kurzej łapce i Wielki Ciemny Las, którego drzewa posłużą do
wyprodukowania kolosalnej ilości papieru jednorazowego użytku i skończą swój
dumny żywot w kanalizacji – myślał ze zgrozą, po czym w trosce o stan własnych
nerwów wynajdywał sobie jakieś bardzo absorbujące zajęcie. Lękał się
przyszłości bo przyszłość zwykle oznaczała zmiany, a przecież w jego sytuacji
każda musiała by być zmianą na gorsze. Tymczasem przeznaczenie miało wobec
Gospodarza Chatki na kurzej Łapce pewne plany…
Którejś nocy przyśniła mu się para
przecudnych oczu. O kurcze! To były naprawdę śliczne oczy! W dodatku
przytwierdzone na stałe do wprost nieludzko pięknej postaci kobiecej. Gospodarz
nie zapamiętał wiele z tego snu, właściwie w pamięci zostało mu tylko jedno –
wrażenie zanurzania się w bezdennej lecz wcale nie mrocznej głębi granatowych
tęczówek.
Odtąd
gospodarz już nie sypiał zbyt dobrze. Głównie dlatego, że kładł się z nadzieją ponownego wyśnienia
nieludzko pięknej właścicielki przecudnej pary oczu, a budził się nieodmiennie
gorzko zawiedziony, bo sen ani myślał się powtórzyć. Przy okazji zauważył tez
coś o czym Chatka wiedziała już od dawna – noce w Wielkim Ciemnym Lesie bywały
naprawdę chłodne! Jakoś tak mimochodem zaczął uświadamiać sobie braki w ideologii,
którą dorobił sobie do trybu życia. Dotychczas sądził, że mieszka w Wielkim
Ciemnym Lesie po to, aby widoki rozpościerające się z okienek i z ganku,
wszystkie zapachy i dźwięki pracowicie tworzone przez żywe istoty Lasu zostały
dostrzeżone, powąchane i usłyszane. Chciał wierzyć, że jest dzięki temu
potrzebny, co gwarantowało mu poczucie spełnienia. Teraz jednak coraz częściej
przyłapywał się na pragnieniu zmian… kilku. Naprawdę drobnych. Choć nie całkiem
niewinnych.
- Gdyby
Chatka posiadała drugą łapkę – marzył , kreśląc ołówkiem plany rozbudowy – nie
musiałaby tkwić wciąż na tej samej polanie. Moglibyśmy ja i moja wyśniona pani
wędrować przez Wielki Ciemny Las i co dzień budzić się w innym miejscu…
Pragnął
poznać właścicielkę najpiękniejszej pary oczu i całej wprost nieludzko pięknej
reszty, lecz nie spodziewał się aby szczęście to miało go spotkać w najbliższej
przyszłości. Właściwie to chyba nawet nie do końca wierzył w istnienie
nieludzko pięknej właścicielki cudnej pary oczu ze snu.
Jakież było
jego zdumienie, gdy któregoś dnia mały
lecz energiczny paluszek zapukał do drzwi Chatki na Kurzej Łapce. Wytknąwszy
potarganą głowę na zewnątrz Gospodarz wytrzeszczył zaspane oczy na malutką
istotkę w zwiewnej sukienusi i futrzanym kołnierzu. W dłoni dzierżyła brzozową
miotłę.
-Ki diabeł? – zdziwił się głośno
- Dzień dobry! Szukam schronienia na jakiś czas – odparła
z czarującym uśmiechem istotka, po czym dodała – tylko nie myśl, że jestem
łatwa! Tu posłała Gospodarzowi zalotne spojrzenie, a jemu wydawało się, że już
gdzieś widział te oczy i całą tę nieludzko piękną resztę! Otworzył szerzej
drzwi i wyszedł na ganek by wziąć z rąk istotki futrzany kołnierz. Gapił się na
swego niedużego gościa z wyrazem twarzy, który mógłby poddać w wątpliwość jego
inteligencję. W głowie wirowały mu obrazy. Bez trudu mógł sobie wyobrazić
czarnowłosa istotkę jak miesza w kotle tajemny wywar by w jego bulgocącej
powierzchni ujrzeć najskrytsze marzenia jego, Gospodarza Chatki na Kurzej Łapce
i znaleźć dla nich wcielona odpowiedź. Widział oczyma wyobraźni, jak nieduża
istotka uśmiecha się i nucąc ubiera z rozmysłem w czarne pończoszki ze szwem i
tę szmaragdową sukienusię tak ładnie odsłaniającą zgrabne kolanka. Jak czesze
się i maluje oczy, jak wzuwa złote pantofelki po czym dosiada miotły i bierze
kurs na Chatkę… Potem miał sobie uświadomić, że ta roztaczająca czarodziejską
aurę istotka nie musiała prawdopodobnie czekać w Wielkim Ciemnym Lesie na
pojawienie się tych szczególnych snów Gospodarza. Mogła je w tym tajemnym kotle
stworzyć, ulepić z oparów jaśminu i róży a następnie wysłać w księżycową noc
aby odnalazły jego gotową na ich przyjęcie głowę by tam osiąść.
-Skocz po coś do jedzenia, w lodówce masz jak sądzę tylko
puszki i korzonki? Pierwszych nie znoszę, drugie mi nie służą. I zaopiekuj się
dobrze moim synem, lubi gdy się go drapie za uszami i po brzuchu.
-miau! – powiedział kołnierz.
- Teraz jest kotem
- wyjaśniła istotka – bo nie umiał się zachować.
Gospodarz Chatki głośno przełknął ślinę i na wszelki
wypadek czym prędzej zszedł swemu maleńkiemu gościowi z drogi.
Istotka
przekroczyła próg i bacznie rozejrzała się dookoła. Gospodarz spostrzegł, że na
nóżkach ma złote pantofelki na ogromnych obcasach i ładną pupę nieco wyżej. Powziął też poważne podejrzenie,
iż ma do czynienia z prawdziwą czarownicą! Później umocnił się w tym
przekonaniu, po tym jak Maleńka Czarownica dała mu odczuć swą moc. Umiała, na
przykład, jednym słowem ze szczytu miłosnego uniesienia strącić go w ponurą
otchłań goryczy i smutku, potrafiła też na niego wpływać będąc całkiem daleko
od Chatki na Kurzej Łapce. Jak miało to mieć miejsce wkrótce potem, kiedy to
Gospodarz Chatki w przypływie słusznego gniewu i w trosce o dobre samopoczucie
Maleńkiej Czarownicy sam jeden stoczył śmiertelną walkę z potwornym
Smoczyskiem. Ziejący ogniem latawiec zjawił się w Lesie niespodziewanie i
zaczął pustoszyć okolicę budząc zrozumiały strach i pewien niesmak w
mieszkańcach Lasu. Najbardziej zniesmaczona zachowaniem gada była, rzecz jasna
Czarownica. Gospodarz uzbrojony w cudem zdobyte żelastwo stoczył ze Smoczyskiem
bój, nakładł mu jak się patrzy i wielce z siebie zadowolony natychmiast udał
się do Maleńkiej Czarownicy w celu odebrania należnej nagrody. Spodziewał się
odbierać nagrodę i cieszyć względami swej umiłowanej przez następny miesiąc co
najmniej lecz przeliczył się. Maleńka Czarownica była mu wdzięczna i ochoczo
swa wdzięczność okazała lecz następnego dnia wyraźnie dała mu do zrozumienia,
że pognębienie i przegnania Smoczyńska to i owszem, ale teraz ktoś powinien
narąbać drew przed zimą. Ktoś powinien naczerpać wody ze studni. Ktoś powinien
wdrapać się na dach i uszczelnić go wiechciami słomy. Wyglądało na to, że te
wszystkie czynności miały w oczach Czarownicy podobną wagę co przegnanie
Smoczyska. Za każdym razem, kiedy miał spróbować powołać się na swój heroiczny
wyczyn aby usprawiedliwić swoja niechęć do trywialnych czynności lub próbując
wyłudzić kolejna porcję nagrody Maleńka Czarownica będzie wzruszała swymi
alabastrowymi ramionkami. Ale to była przyszłość, o której Gospodarz Chatki nie
miał na razie bladego pojęcia. Przeczuwał jedynie, że będzie znacząco odmienna
od teraźniejszości.
-Chatka
wymaga kilku ulepszeń. – Komenderowała, tymczasem, Maleńka Czarownica. -Zrobię
na drutach skarpetkę a ty założysz ją Łapce – oznajmiła i dodała tonem
wyjaśnienia – noce w Wielkim Ciemnym Lesie potrafią być dojmująco chłodne.
-Właśnie, skoro już o tym mowa: ogol się i umyj,
wyglądasz jak lump! I skrop się czymś – zakończyła pozornie bez związku.
Bohater
uświadomił sobie nagle, że najwyraźniej wpadł Czarownicy w oko! Och, tak i było
to oko cyklonu!
Podczas
gdy kot drapany po brzuchu mruczał niby piła motorowa, kobietka krzątała się po
skromnym gospodarstwie a Gospodarz się pogrążał.
W Chatce zaszło wiele zmian. Okazało się, że przez umyte
szyby w oknach lepiej widać świat na zewnątrz, że piec, doskonale nadaje się do
pieczenia bułeczek maślanych a pajęczyny powinny natychmiast znaleźć się na
zewnątrz! Gospodarz Chatki starł się jak umiał aby należycie ugościć maleńkiego
gościa ale szybko okazało się, że może co najwyżej starać się nie przeszkadzać.
Następnego
dnia Maleńka Czarownica odeszła. Pozostawiła jednak Gospodarzowi Chatki na
Kurzej Łapce nadzieję ponownego spotkania. I jeszcze coś. Bohater wciąż czuł
obok siebie jej obecność. Jakby Maleńka czarownica zostawiła mu cząstkę siebie.
Po namyśle zlokalizował ją w okolicy serca. Życzliwa wyobraźnia podsunęła mu
zaraz obraz donicy, w której ziarenko Maleńkiej Czarownicy zaczęło zapuszczać
korzonki.
Odkrył też dziwne ślady na podłodze. Z początku zdało mu
się, że to tylko plamy słońca, które w jakiś tajemniczy sposób dostały się do
wnętrza. Znaki miały jednak zbyt regularny kształt. Zawsze też występowały w
parach. Większa, owalna z jednej strony była jakby ścięta, z grubsza
przypominała odcisk bardzo małego żelazka, opodal zawsze w tym samym miejscu
towarzyszyła jej okrągła kropka. Jakiś czas Gospodarz Chatki krążył wpatrzony w
podłogę próbując odkryć jakąś prawidłowość. Krążył i nieodmiennie przekonywał
się, że nawet ta zajmująca czynność nie była w stanie oderwać jego myśli od
Maleńkiej Czarownicy. Co więcej im dłużej oddawał się tej dziwnej grze tym
bardziej przekonywał się, że tajemnicze jaśniejące słonecznym blaskiem plamy
mają nierozerwalny związek z Czarownicą. Kiedy dotarł do schodów wiodących na
poddasze, gdzie mieściła się jego sypialnia nagle pacnął się w czoło.
Zrozumiał!
Złote pantofelki pozostawiły na podłodze Chatki na Kurzej
Łapce część swojej złotej poświaty. Nie było co do tego wątpliwości. W jaki
sposób to się stało, nie potrafił pojąć ale też nie zamierzał tego dociekać. To
było miłe. Dowodziło też, że wczorajsza wizyta Maleńkiej Czarownicy nie była
snem.
Gospodarz Chatki nie przestał krążyć, tym razem jednak
robił to odtwarzając sobie z pamięci poczynania Czarownicy. Tu podeszła do
doniczki na parapecie by podlać kaktus, którego odporność na niedostatek wody
została wystawiona na zbyt wielką próbę. Tu usiadła czekając na herbatę. Tu
zatrzymała się by skarcić kota za wbijanie pazurów w drzwiczki szafy. Z uśmiechem
osoby niespełna rozumu Gospodarz Chatki na Kurzej Łapce odtworzył cały
wczorajszy dzień aż dotarł do sypialni i padł na łóżko z twarzą przyciśniętą do
obłoku jaśminu i róż, w który zmieniła się jego poduszka.
Chatka
na Kurzej Łapce nigdy nie zasypiała. Nocą do życia budzili się liczni
współmieszkańcy Gospodarza, często tacy, o których obecności główny lokator
nawet nie chciał wiedzieć. Tej nocy jednak do szelestów zwykłej krzątaniny
pająków, karaluchów i upiorów dawno umarłych stawonogów dołączył jeszcze jeden
dźwięk. Niby szum, coś jakby ciurkanie płynów we wnętrzu ścian i podłóg Chatki.
Wyraźniej tez niż zwykle tętniło jej serce. Coś się zmienia – pomyślał zupełnie
tym spostrzeżeniem nie zaniepokojony Gospodarz, po czym zasnął.
Po raz
drugi po nieskończenie długiej przerwie przyśniła mu się para przecudnych oczek
i cała wprost nieludzko piękna reszta Maleńkiej Czarownicy.
Tymczasem
Chatce na Kurzej Łapce rosły skrzydła.
(Autor nieznany)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz